Ale to tylko sentymentalny pretekst, bowiem naprawdę wiedzie ona przez najbardziej urocze zakątki Opola, przez najpiękniejszą wyspę odrzańską, przez prawie wszystkie mosty w mieście i przez miejsca, gdzie pierwsi mieszkańcy grodu pozostawili swoje ślady.
Jak każdą z trzech tras i tą zaczynamy od placu Dworcowego. Najważniejszy jest tu oczywiście dworzec, stanowiący dominantę architektoniczną. Pierwsza stacja kolei żelaznej powstała przed 1850 roku nieco dalej na wschód, następna już w tym miejscu, zastąpiona przed I wojną światową nowym dworcem o bardziej monumentalnej i wyszukanej sylwetce. Był to obecny gmach holu kasowego - wielostylowy, z elementami neogotyku, neorenesansu, secesji i neoklasycyzmu, z bogatą dekoracją elewacji. Dochodziło się do niego przez tory. Przejście podziemne powstało dopiero ok. 1926 roku wraz z drugim budynkiem mieszczącym hol wejściowy. Jego styl nawiązywał do budynku głównego, a więc mamy tu cokół z wapienia, korespondujący z czerwoną cegłą elewacji oraz bogatą dekoracyjność wystroju kamieniarskiego z szarego piaskowca. Fasadę ozdobiły reliefowe herby Śląska i Opola. Pod dworcowym zegarem można było wtedy przeczytać sentencję: "Czas leci, czas leczy". Hol główny dworca jest wielkiej urody - półkoliste okna, łukowe sklepienie w ciemnobrązowym drzewie, taka sama ściana okien kasowych, tylko jeszcze pysznie rzeźbiona. Ten hol ma też wyjątkową akustykę - słowa wypowiedziane szeptem w jednym jego końcu dadzą się słyszeć w drugim! I jeszcze jedna osobliwość: perony opolskiego dworca głównego nie leżą na linii prostej. Końcówka peronów 1 i 2 przebiega po łuku, a pozostałe trzy perony całe leżą na łuku. W europejskim kolejnictwie jest to bardzo rzadko spotykane. Żeliwne konstrukcje zadaszeń peronów są w kształcie kolumn korynckich.
W 1858 roku poświęcona została linia kolejowa Opole - Tarnowskie Góry. Zaplanowaną trasę trzeba bylo trochę skorygować, bowiem mieszkańcy Szczedrzyka nie chcieli "coby taky diołbelstwo tu jechało, smrodziło i nasze bydło strasoło". Władze uwzględniły ten protest.
Jeśli staniemy tyłem do dworca, po lewej mamy neoklasycystyczny budynek poczty głównej, wzniesiony w latach 1852 - 1854. W tej udanej kompozycji architektonicznej widoczne są wpływy berlińskiej pracowni projektowej Fryderyka Schinkela. To był wówczas Cesarski Urząd Pocztowy, naddyrekcja poczty w Opolu. Dwa skrzydła dołączono do gmachu po roku 1891, a drugi budynek poczty (od ul. Korfantego) w latach 1928 - 1931.
Nim miniemy gmach poczty - spójrzmy w prawo. W kamiennym zakolu, gdzie stoją budki telefoniczne, 20 sierpnia 1911 roku odsłonięto obelisk "żelaznego kanclerza" Ottona von Bismarcka. Walcowatą kolumnę o wadze 9 ton sprawnie "sprzątnęli" w początkach 45 roku radzieccy żołnierze.
Skręcamy w ul. Wojciecha Korfantego. Zaraz po lewej rzeźba jeźdźca (na koniu) z rogiem pocztyliona (niektórzy twierdzą, że to raczej heros z pochodnią). Stoi tam na cokole od 1930 roku i była dedykowana pocztowcom poległym w czasie I wojny światowej. Po prawej wyjątkowo okazała budowla z lat 1922 - 1923. Ma ona ponad 600 pomieszczeń, bo takie widocznie były potrzeby okręgowej dyrekcji kolei przeniesionej z Katowic do Opola. Po wojnie gmach był siedzibą Milicji Obywatelskiej, teraz jest tu Komenda Wojewódzka Policji.
Już bardzo krótko idziemy ul. Korfantego, która wcześniej miała nazwę Wał Piastowski, przekraczamy most nad kanałem Młynówka i oto jesteśmy na Pasiece - odrzańskiej wyspie od której zaczęła się historia miasta.
Teraz propozycja dla tych, którzy mają dużo czasu i mogą sobie pozwolić na czasowe opuszczenie trasy. Jeśli są z dziećmi - atrakcje murowane. Zaraz za mostem należy skręcić w lewo, przejść pod mostem kolejowym i ulicą 11 Listopada prosto na most spacerowy przez Odrę. Stąd widok na starą i nową śluzę, może akurat trafi się barka, a za mostkiem - park miejski na wyspie Bolko. Tam m.in. uroczy staw, plac zabaw dla dzieci i Ogród Zoologiczny.
Nasza trasa wiedzie jednak wprost w ul. Księcia Jana Dobrego, którą dochodzimy do ul. Powstańców Śląskich. Po lewej stylowy pałacyk, a po prawej świeżo odnowiona najstarsza część budynku szkolnego z przełomu XIX i XX w. Tylko podziwiać wszystkie te gzymsy, sztukaterie i pilastry. Jest to właściwie neorenesansowy pałac, a nie zwykły gmach.
W czerwcu 1858 roku z inicjatywy prezydenta rejencji opolskiej von Pücklera założone zostało Towarzystwo Upiększania Opola (Oppelner Verschönerungsverein), którego działalnością energicznie kierował radca rejencyjny Ludwig Sack. Zaczęto od urządzania parku na Pasiece, dopiero w następnym etapie staje się ona miejscem budownictwa willowego. Uroda tej wyspy jest poniekąd dziełem ambitnego radcy rejencyjnego, co wynagrodzono mu później, nadając dzisiejszej ul. Powstańców Śl. nazwę Ludwigstrasse.
Wchodząc właśnie w tą ulicę wkraczamy jednocześnie w atmosferę secesji, charakterystyczną dla całej Pasieki, chociaż znajdziemy tu też przykłady typowego budownictwa międzywojennego. Najstarsze wille i secesyjne kamienice pochodzą z II poł. XIX w. Idziemy ulicą Powstańców Śląskich, aby czasem przystanąć i zapatrzeć się na willę z misterną snycerką obramowań okiennych (dom "Pod Wilkiem", nr 17), albo na secesyjno - modernistyczną willę (nr 11) z piękną fasadą i kutym ogrodzeniem. Jakby i tego było mało, jest tu jeszcze fragment muru pruskiego w górnej części.
Już przy pierwszej przecznicy skręcamy w prawo. To jest ul. Strzelców Bytomskich. Od razu po lewej mamy rozgłośnię Radia Opole w byłym budynku (z roku 1925) Izby Handlowo - Przemysłowej dla prowincji górnośląskiej, a u wylotu ulicy Młodzieżowy Dom Kultury. Podczas pamiętnej powodzi w lipcu 1997 roku woda sięgała tu niemal po strop parteru (przy niżej położonych ulicach było jeszcze gorzej), a ustąpiła z Pasieki najpóźniej.
Po przecięciu ul. Piastowskiej wejdźmy na most nad Młynówką. Zwie się on teraz Zielonym Mostkiem lub Mostem Westchnień. Pod koniec ub. stulecia stał w tym miejscu mostek drewniany, łączący "starą rejencję" na pl. Wolności z częścią jej biur na Zamku Piastowskim. Potem zastąpiono go tym mostem żelaznym w stylu secesji. Za przejście nim symboliczną opłatę pobierał strażnik, któremu wybudowano pod rozłożystym grabem "domek szwajcarski". Mówiło się wtedy Most Groszowy lub Most Fenigowy (Pfennigbrucke). Spójrzmy teraz z niego na Grabówkę (to ledwie kawałeczek "Opolskiej Wenecji") z owym domkiem szwajcarskim, pergolą i trzema niewielkimi rzeźbami Thomasa Myrtka. Serwują tam pyszne francuskie naleśniki, ale jeśli mamy trzymać się trasy - rzućmy jeszcze okiem na ten sam brzeg po drugiej stronie mostku. W latach 60-tych XIX wieku zlokalizowano tam pierwszy w Opolu port przeładunkowy, którego nadbrzeża dochodziły niemal do miejsca, gdzie stanął później wspomniany gmach dyrekcji kolei. Z pobliskiego dworca doprowadzono nawet bocznicę, ale żywot portu w samym środku miasta był bardzo krótki. Konkurencję zrobił mu nowoczesny port w Zakrzowie.
Opuszczamy Zielony Mostek wracając do ul. Piastowskiej, następnie idziemy obok gmachu Instytutu Śląskiego i niskiego budynku żłobka. Tuż za nim pod nr 16 stoi "rabinówka", czyli to co zostało po drugiej świątyni żydowskiej w Opolu. Wspaniałą nową synagogę podpalił w "Noc Kryształową" (listopad 1938 roku) miejscowy rabin, zmuszony do tego czynu przez hitlerowskich bojówkarzy. "Na pastwę ognia świątynię Twą wydali" - taki trójjęzyczny napis widnieje na pomniku stojącym przy placu zabaw żłobka (od ul. Barlickiego).

Teraz dochodzimy do przystanku autobusowego i idziemy na jego tyły zostawiając staw po prawej i drewniany domek po lewej stronie. Spocznijmy na chwilę na ławce pod żywopłotem. Ponad zielenią drzew widać wierzchołki trzech wież - Piastowskiej z orłem, wieży ratuszowej i wieży kościoła franciszkanów. U stóp mamy staw zamkowy - utworzony z części dawnej fosy - a obok niego domek w góralskim stylu. To dawny "Domek Lodowy", siedziba Towarzystwa Łyżwiarskiego, założonego w Opolu w 1908 roku. Latem na jego balkonie koncertowała orkiestra, niżej była kawiarnia z tarasem, a po stawie pływały łódki i gondole. Zimą jeżdżono tu na łyżwach. Jeszcze wcześniej, nim zamek został ostatecznie wyburzony, była tu dzika i romantyczna okolica z ruinami zamczyska i resztkami jego pięknych niegdyś ogrodów.
Nasza romantyczna trasa prowadzi dalej nad stawem. Mijamy wysepkę, potem w lewo po paru schodkach i w prawo pomiędzy murami. Mur po lewej stronie kończy się przejściem na widownię amfiteatru. Jesteśmy w miejscu, gdzie zaczęła się historia Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki. A oto ona w telegraficznym skrócie. Opolski festiwal wymyślili sobie: znany literat i dziennikarz radiowy Jerzy Grygolunas oraz muzykolog Mateusz Święcicki, na co skwapliwie przystał ówczesny przewodniczący Rady Miejskiej w Opolu Karol "Papa" Musioł. On też był ojcem chrzestnym festiwalu i jego mężem opatrznościowym przez długie lata. Amfiteatr 1000-lecia zaprojektował architekt Florian Jesionowski, a dużo wcześniej Papa Musioł podpatrzył podobny obiekt na budapeszteńskiej Wyspie Małgorzaty. Pierwsze zaplecze amfiteatru było krzywe, bo wypadało ominąć fundamenty Zamku Piastowskiego. Pierwszy festiwal zorganizowano w 1963 roku i odtąd był zawsze w czerwcu (z jedną tylko przerwą w stanie wojennym - 1982). rekordowym okazał się II festiwal, podczas którego 407 artystów zaśpiewało 597 piosenek. - Jestem zasłużonym obywatelem województwa opolskiego ze stolicą w amfiteatrze - powiedział kiedyś Jan Pietrzak.
Każdego roku przez kilka czerwcowych dni trwa kolorowy nieustanny festyn, w udekorowanym i odmłodzonym mieście panuje atmosfera radosnej i niewymuszonej zabawy.
Ze środka amfiteatru przenieśmy się na nowo urządzony plac przed wejściem głównym i najlepiej od razu pójdźmy pod Wieżę Piastowską. Od tej strony widać ją w całej okazałości, nie zasłoniętą przez gmach nowej rejencji (teraz Urzędu Wojewódzkiego). Podczas wykopów pod fundamenty tego gmachu wieża zaczęła osiadać. Podparto ją wtedy dwiema przyporami z cegły. Widać wyraźnie, że przechyla się ona w ich stronę. W tym samym czasie wykonano mały balkonik pod szczytem (od strony Młynówki). Wieża o wysokości 42 metrów, jest doskonałym punktem widokowym. Na jej szczycie możemy zobaczyć piastowskiego orła.
Nie opuszczajmy zbyt szybko tego miejsca, gdzie stał Zamek Piastowski, a kilka wieków przed nim - wczesnośredniowieczny gród Opolan. Badania archeologiczne prowadzone tu w kilku etapach nie zostały odpowiednio zdyskontowane, wcześniejsze znaleziska przepadły (a były one lepiej zachowane niż te w Biskupinie), późniejsze zaś złożyły się jedynie na stałą ekspozycję w Muzeum Śląska Opolskiego. Tam gdzie jest teraz teren ogrodzony siatką zasypane zostały resztki najstarszej opolskiej osady. Zwróćmy uwagę na to, że po płycie parkingu - przed wejściem do amfiteatru - biegną pasy wyłożone czerwonymi kostkami. Czerwone pasy ciągną się też po posadzce na zapleczu. Znaczą one bieg murów zamkowych i fortyfikacji obronnych.
Czas ruszać w dalszą trasę. Obchodzimy amfiteatr z innej niż przyszliśmy strony, docierając na jego koronę. Doskonale widać stąd scenę i Wieżę Piastowską. Idziemy po schodach w dół, następnie w prawo uliczką nad Odrą do ulicy Ostrówek, za której domami wyrastają dwie wieże katedry. Z kolei w lewo i prosto na schody. Znaleźliśmy się na cyplu Pasieki pomiędzy dwoma mostami.
Mosty są najlepszymi przystankami na trasie którą przemierzamy. Z nich widać najwięcej i najszerzej. Przed wejściem na schody minęliśmy dom "Pod Smokiem". Teraz lepiej widoczna jest jego ładna wieżyczka i duże obramowania po obu stronach. Smocze malowidła w nich czas zatarł zupełnie. Po lewej stronie Most Piastowski na Odrze nazywamy potocznie "dużym". Pierwotny został zerwany przez powódź w 1838 roku. Odbudowano go w cztery lata później i nazwano "Mostem Stulecia", co miało upamiętniać stuletnią przynależność Opola do Prus. Za mostem rozciąga się lewobrzeżna część miasta, niemal w całości zatopiona podczas powodzi w lipcu 1997. W średniowieczu było tam Przedmieście Odrzańskie z pastwiskami, ogrodami i cegielnią miejską, słabo zabudowane jeszcze w połowie XVIII w.
Z dużego Mostu Piastowskiego widać przeprawę przez rzekę na głównym ciągu komunikacyjnym. Pierwszy most zbudowany tam w 1933 roku nazywał się "Adolf-Hitler-Brucke" i był częścią planowanej obwodnicy, która miała odciążyć ruch kołowy w śródmieściu. Dzisiaj taka obwodnica północna przecina koniec Zakrzowa i wychodzi daleko za Gosławicami. Most przetrwał tylko 12 lat. Został wysadzony w 1945 roku.
Zmieniamy punkt widokowy przechodząc obok Hotelu "Piast" na mały Most Piastowski. Znów jesteśmy nad Młynówką, która przed czterema wiekami była korytem Odry. Podobno dokładnie w 1600 roku przerwała ona swój lewy brzeg (ok. 600 m przed zamkiem) i popłynęła nowym korytem, łącząc się z wodami poprzedniego ok. 200 m na północ od zamku. W ten sposób powstała wyspa zwana Pasieką. Stoimy teraz dokładnie w miejscu przeprawy przez Odrę prastarego szlaku handlowego z Niemiec północnych przez Wrocław do Krakowa i dalej na Ruś. Tu także przekraczał rzekę szlak biegnący z Moraw na wybrzeże Bałtyku. Most na Odrze odnotowany jest w źródłach już w 1240 roku. Chodzi najpewniej o most w tym właśnie miejscu. Podczas powodzi pan na Zamku Piastowskim kazał uruchamiać prom. W 1322 roku książę Bolko II podarował ów prom miastu stawiając warunek, że dochody z tego środka komunikacji mają być przeznaczone na utrzymanie mostu przez Odrę.
Zatoczmy teraz "koło widokowe" poczynając od cypla na Pasiece. Wiadomo, że był tam skład żelaza, którego budynek spłonął w 1923 roku. Po jego odtworzeniu i modernizacji powstał Hotel "Piast" - luksusowy i najładniej położony w mieście. Pasieka należała do zamku, ale sam jej cypel - zawsze do miasta. Z dawien dawna znajdowały się tu m.in. magazyny soli i drewna, przy których tłoczyły się wozy towarowe. Źródłowa informacja o istnieniu w Opolu komory celnej, pobierającej opłaty w naturze, pochodzi już z poł. XII w. Na starych rycinach i obrazach, a nawet na widokówkach z początku XX w. Młynówka jest dosłownie zapchana barkami, statkami rzecznymi i łodziami rybackimi. Miejscowy cech żeglarzy miał wiele łodzi napędzanych wiatrem. Jaz istniał tu już od 1548 roku, śluzę zbudowano w 1886 roku.
Spójrzmy z kolei na prawy brzeg Młynówki. W głębi, jeszcze w II poł. XIX w., był tylko port rybacki i jeden rząd domów, bliżej widać komin pierwszej opolskiej elektrowni i wieże katedry. "Opolską Wenecję" zobaczymy najlepiej stojąc przy przeciwległej balustradzie mostu. Domy z różnych epok stoją tu na fundamentach murów miejskich, przeglądając się w wodach Młynówki. Najbliżej jest wieżyczka kaplicy i stylowa elewacja szpitala św. Aleksego, dalej rząd budowli, których frontony wznoszą się przy ul. Szpitalnej. Zajęły one miejsca po najstarszych młynach, po rzeźni miejskiej i łaźni.
Tymczasem wróćmy na Pasiekę, żeby pieszo przemierzyć kawałek ulicy Piastowskiej (wzdłuż Młynówki). Po prawej gmach, w którym mieszczą się Urząd Marszałkowski i Urząd Wojewódzki. Jest to budynek tzw. nowej rejencji wzniesiony, po wyburzeniu Zamku Piastowskiego, według projektu F. Lehmana. We wnętrzu cud ówczesnej techniki - winda typu "paternoster", która funkcjonuje obok tej zewnętrznej, całkowicie przeszklonej. Przejażdżkę nowoczesną windą można sobie uprzyjemnić oglądaniem panoramy prawobrzeżnej części miasta.
Średniowieczny zamek stał w tym samym miejscu ale był nieco krótszy od gmachu Urzędu Wojewódzkiego. Mniej więcej tam, gdzie jest przejście pod nim wznosiła się czworokątna Wieża Głodowa w której - jak mówi legenda - jeden z opolskich książąt trzymał swoją matkę. Wieża ta służyła też za więzienie. Zmieniało się zwieńczenie ocalałej wieży i orły na nim. W 1932 roku piastowski orzeł ustąpił miejsca germańskiemu, ten z kolei "odfrunął" po wojnie, by mógł wrócić piastowski.
Mijamy wieżę, która oparła się zawieruchom siedmiu stuleci i skręcamy na Most Zamkowy, ostatni już na trasie. "Zielone miasto mostów nad Odrą" - tak nazywano Opole przed I wojną światową. Jesteśmy jakby w środku tego krajobrazu. Młynówka tutaj już prawie wyprostowała swe łagodne zakola i utonęła w zieleni. "Wenecję" jeszcze widać i pozostanie ona piękna także w mroźną zimę, kiedy szron osiada na drzewach.
Przy króciutkiej ul. Zamkowej, w którą właśnie wchodzimy, stoi kościół franciszkanów z kaplicą św. Anny, będącą mauzoleum Piastów Opolskich. Wejdźmy chociaż na krótko do świątyni, gdzie modliły się kolejne pokolenia rodu książęcego. Może akurat usłyszymy brzmienie najlepszych organów w mieście. Potem skierujmy kroki w stronę okrągłych narożników kamieniczek w Rynku. Jest niemal pewne, że do tej stojącej po lewej stronie wchodził w 1655 roku - i to właśnie od ul. Zamkowej - król polski Jan Kazimierz.
Architekci mówią, że tak zadbanego i pięknego Rynku jak dziś jeszcze w historii Opola nie było. Z każdego narożnika otwiera się wspaniały widok na całe dwie pierzeje, na rytm wystrojonych kamieniczek z których każda jest inna. Mimo, że reprezentują one różne style, udało się zachować - co brzmi jak paradoks - jedność stylistyczną całego Rynku. Na dwóch jego narożach można aż przystanąć z wrażenia, kiedy nagle odsłania się iście malarski obraz - przez fasady domów przy ul. Koraszewskiego na wieże katedry i poprzez ciasną ul. św. Wojciecha "na Górkę" z kościołem w tle. Okrągłych wykuszy nie ma podobno nigdzie w Polsce, takiego ratusza też nie, chociaż próżno w nim szukać cenniejszych walorów zabytkowych. Jego podcienia dają nastrój jakiegoś spokoju, wyżej pozorna attyka z renesansowym motywem "rybiego ogona", a ponad tym wieża z krużgankami, jasna i smukła. Każdego dnia hejnalista głosi z niej południe, odgrywając hejnał, który zaczyna się od słów: "Opole, Opole - to jest piękne miasto.."
Opolski Rynek tętni życiem do późnego wieczora. Chętnie przesiadują tu młodzi ludzie, nawet ul. Krakowska musiała mu ustąpić pierwszeństwa w tym względzie. Obejdźmy teraz Rynek dookoła...
Zaczynamy od pierzei zachodniej. Pierwsza kamienica przy niej jest najsławniejsza, ma też najwięcej cech zabytkowych. W 1824 roku nabył ją od kupca Moritza Landsbergera głubczycki aptekarz Heinrich Grabowsky i otworzył tu drugą w Opolu aptekę nazwaną "Pod Lwem". Pod nr 4 tablica informująca, że w latach 1959-1964 działał tu "Teatr 13 Rzędów" Jerzego Grotowskiego.
Teatr Grotowskiego zainaugurował działalność w Opolu dokładnie 16 maja 1958 roku i wziął swą nazwę od 13 rzędów krzeseł na widowni. Tyle ich tylko zmieściło się bowiem w niewielkiej salce. To nie był teatr w tradycyjnym rozumieniu, ale rodzaj laboratorium eksperymentującego z inscenizacją, reżyserią i stylem gry aktorskiej. W 1962 roku przybiera on zresztą nazwę "Teatr - Laboratorium 13 Rzędów", a w trzy lata później przenosi się do Wrocławia. Śmiałe burzenie konwencji teatralnych trafiło tam widocznie na podatniejszy grunt, bo Grotowski zyskał później światową sławę.
Na końcu pierzei zachodniej (pod nr 10) - Galeria "Autor" w renesansowej kamienicy. Za jej rogiem opada w dół ul. Młyńska. Przy niej sklep z antykami, drugi blisko na ul. Szpitalnej.
Sąsiednią pierzeję (północną) "otwiera" narożny dom nr 11a. Od roku 1697 działała w tym miejscu pierwsza opolska placówka pocztowa. Stąd odjeżdżały dyliżanse pocztowe do Krakowa, Wrocławia i Kalisza (podobno także do Wiednia i Pragi), piesi posłańcy obsługiwali natomiast linie do Koźla, Raciborza i innych miast Śląska Opolskiego. Obok kamienica z bardzo bogatą fasadą. W I poł. naszego stulecia stał tutaj hotel "Pod Czarnym Orłem". Ten i następne domy przebudowano u schyłku XIX w., już wtedy więc były one tylko w części oryginalne. Po zniszczeniach wojennych pozostało już tylko dokonać... rekonstrukcji. Na wprost - boczne wejście do ratusza. Pod tymi arkadami młode pary wchodzą do pięknie odnowionej reprezentacyjnej sali ślubów. Na przedwojennych pocztówkach widać, że podcienia z tej strony ratusza były obrośnięte dzikim winem.
Tam, gdzie obecnie znajduje się sklep z obuwiem i księgarnia (jesteśmy już przy pierzei wschodniej) pod nr 16 stał ongiś dom, w którym założono w 1791 roku górnośląską szkołę położnych. Językiem wykładowym był w niej język polski. Przy tej pierzei najpiękniejsze są fasady domów nr 17 i 19, na jej końcu przykład bardzo unowocześnionej rekonstrukcji z zachowaniem takiego detalu, jak narożna wieżyczka. We wschodniej pierzei rynku od 2004 roku powstaje Aleja Gwiazd Polskiej Piosenki. Jako pierwsze pojawiły się tam gwiazdy Ewy Demarczyk i Czesława Niemena. Brązowych gwiazd wmurowanych w bruk Rynku jest już 11. Wśród nich dwie należą do zespołów: Myslovitz i Lady Pank. Wmurowno je w czasie 44. Krajowego Festiwalu polskiej Piosenki w czerwcu 2007 r.
Jeszcze tylko przechadzka wzdłuż pierzei południowej. Pomiędzy nią a ratuszem ustawiono w roku 1936 (?) pomnik króla pruskiego Fryderyka Wielkiego. "Wielki zaborca" stał na wysokim cokole i butnie podpierał się szablą. W 1945 roku radzieccy żołnierze strącili pomnik z cokołu i podobno zatopili go w Młynówce. Na końcu pierzei rokokowy dom nr 30-31, a w nim kompleks gastronomiczny "Melba". Były właściciel posesji Bartłomiej Kapuściński musiał być bardzo zamożny, skoro w 1816 roku pożyczył radzie miejskiej 1000 talarów na pokrycie ratuszowego dachu. Piastował on wtedy zresztą funkcję przewodniczącego tej rady.
Naprawdę trudno powiedzieć, która strona opolskiego Rynku jest najpiękniejsza.